Obiad bez jednego składnika
Przepis chciał drobnej kaszy. W domu była grubsza, z półki obok. Obiad wyszedł suchszy i dało się go zjeść.
Przepis z kartki, przepisany dawno od mamy, ma w drugiej linijce kaszę drobną. W czwartek tej kaszy nie było ani w szafce, ani w sklepie. Zostało puste miejsce na półce, o którym napisałam osobno: produkt, który zniknął z półki. Do garnka poszła grubsza.
Wody dałam tyle, ile zawsze. To był błąd, i dało się go zobaczyć po dwunastu minutach, nie po teorii.
Co się stało w garnku
Drobna kasza znika w wodzie szybciej. Grubsza siedzi dłużej i zbiera mniej sosu, jeśli sosu jest mało. U mnie sosem była cebula zeszkłona na łyżce oleju i pomidor z puszki. Wyszło sucho na brzegach talerza, miękko w środku. Dolałam pół chochli gorącej wody już na talerzu, co jest oszustwem wobec przepisu i działa.
Smak został ten sam w tym sensie, że poznałabym ten obiad z zamkniętymi oczami jako "ten z cebulą". Inna była łyżka: więcej gryzienia, mniej papki. Wolę papkę. Dopiszę to na kartce przy przepisie, obok kaszy, jednym słowem: "grubsza, więcej wody". Kartka przepisu wreszcie ma ślad po prawdziwym obiedzie, nie tylko po intencji.
Czego nie zmieniam w przepisie
Nie skreślam drobnej kaszy. Jak wróci na półkę, wrócę do niej. Grubsza jest zastępstwem, nie nową wersją dania. Ludzie lubią mówić, że brak składnika "otwiera kreatywność". U mnie otworzył suchy talerz i jedną poprawkę wody. To wystarcza. Nie dokładam do przepisu innych warzyw, żeby wyglądał na pomysł.
Drugi garnek, następnego dnia
W piątek ugotowałam tę samą grubszą kaszę i od razu dałam więcej wody, tak jak dopisałam na kartce. Wyszło bliżej papki. Nadal nie było to danie z przepisu, ale łyżka przestała skrobać talerz. Zostało trochę na jutro i w sobotę podgrzałam je z dodatkiem wody jeszcze raz. Trzeci raz byłby już bałaganem, nie próbą. Przepis na kartce ma teraz dwie linijki kaszy. Druga jest moja, pierwsza zostaje, dopóki drobna nie wróci do sklepu.
Następny numer: Pokój po wymianie żarówki