Pokój po wymianie żarówki
Stara żarówka świeciła żółto. Nowa jest opisana jako neutralna. Ściana przy biurku wygląda, jakby ją przemalowano.
Żarówka nad biurkiem przepaliła się w sobotę, w połowie zdania. Zapasowa, która leżała w szufladzie z taśmą i biletami, ma na pudełku słowo "neutralna". Stara nie miała pudełka. Pamiętam ją jako żółtą, taką, przy której papier wyglądał cieplej niż za dnia.
Po wkręceniu nowej pierwszy odruch był taki, że ktoś przemalował ścianę. Nikt jej nie ruszał. Farba jest ta sama, z zeszłego roku, lekko kremowa. Przy nowym świetle krem ucieka w szarość.
Co widać, czego wcześniej nie było
Kurz na ramie obrazka. Rysę na blacie, tę od kubka, o której pisałam przy przenosinach na parapet. Przy żółtej żarówce rysa ginęła w odcieniu drewna. Teraz jest kreską. Nie cieszę się z niej. Po prostu już jej nie przeoczę, jak będę ścierać stół.
Wieczorem, po dziewiątej, światło jest ostrzejsze, niż lubię. Czytam przy nim krócej i szybciej odkładam książkę, co może być zmęczeniem, a może barwą. Nie rozstrzygnę tego jednego wieczoru. Zostawiam żarówkę na tydzień, zanim kupię drugą, cieplejszą, jeśli ta mnie wygoni od biurka.
Czego nie obwiniam pudełka
Napis "neutralna" nic nie gwarantuje, dopóki nie zaświeci w tym konkretnym pokoju, przy tej farbie. W sklepie wszystkie próbki wyglądały podobnie, bo stały obok siebie na jednej listwie. W domu nie ma listwy. Jest jedna lampa i ściana naprzeciwko. Tyle da się porównać.
Książka po dziewiątej
Przy żółtej żarówce czytałam do momentu, w którym sama zamykałam książkę. Przy tej odkładam ją, kiedy litery zaczynają wyglądać ostrzej niż papier, czyli szybciej. Nie mam z tego liczby stron. Mam za to zakładkę, która stoi w tym samym rozdziale trzeci wieczór. Jak w piątek nadal będzie tam stała, kupię cieplejszą żarówkę i tę "neutralną" odłożę do szuflady z taśmą, obok biletów, jako zapas na przepalenie, nie jako światło do czytania.
Następny numer: Słowo okej zamiast dobrze