Kubek, który wyjechał na parapet
Kubek stał na biurku obok klawiatury. Przeniosłam go na parapet. Została plama i inna kolejność picia.
Kubek stał na biurku po lewej stronie klawiatury, tam gdzie łokieć i tak go trącał. W niedzielę przeniosłam go na parapet. Odległość to jakieś pół metra. W praktyce to jest wstanie z krzesła.
Zrobiłam to po tym, jak kawa wylądowała na zeszycie. Nie cały kubek, pasek. Zeszyt wysechł w łuk i do dziś otwiera się na tej stronie, nie na tej, której szukam.
Co się zmienia przy parapecie
Kawa stygnie wolniej przy szybie, albo mi się tak wydaje, bo rzadziej piję. Żeby sięgnąć, odsuwam krzesło. To wystarcza, żeby łyk nie był automatyczny między dwoma zdaniami. Piję, kiedy naprawdę chcę, albo kiedy i tak wstaję po coś innego.
Na biurku została okrągła obwódka, jaśniejsza niż blat. Nie ścieram jej od razu. Przypomina, że kubek miał swoje miejsce, i że to miejsce było złe dla papieru.
Czego przenosiny nie załatwiają
Nie piszę przez to szybciej. Nie mam "czystej strefy pracy". Parapet jest wąski, a obok kubka stoi już doniczka, która dostaje mniej światła, odkąd kubek zasłania jej kawałek liścia. Doniczkę przesunęłam w prawo. Kubek został. Ktoś inny nazwałby to porządkowaniem. U mnie to jest zamiana jednej ciasnoty na drugą, tylko papier jest suchy.
Jak wrócę z kubkiem na biurko, będzie to znaczyło, że parapet przegrał z lenistwem. Na razie wygrywają zeszyty.
Tydzień później
Po siedmiu dniach parapet ma nową obrączkę, cieńszą niż ta na blacie, bo kubek stawiam bliżej krawędzi i szybciej go zabieram. Doniczka dostała z powrotem swój pas światła, kiedy obróciłam ją do szyby, nie w prawo. Liść, który był zasłonięty, nie pojaśniał z dnia na dzień. Nie oczekuję, że pojaśnieje. Kubek został na parapecie głównie dlatego, że zeszyt od tygodnia nie ma nowej plamy.
Następny numer: Ulica, którą dalej nazywają po staremu