zmiany.eu

Poniedziałek po urlopie

Pierwszy poniedziałek po tygodniu poza domem. Biurko jest obce przez drobiazgi, nie przez wielki reset.

Poniedziałek przy laptopie.
Poniedziałek przy laptopie.

Wróciłam w niedzielę wieczorem. W poniedziałek biurko wyglądało tak, jak je zostawiłam, i właśnie dlatego było obce. Krzesło stało odsunięte, tak jak wstałam w pośpiechu tydzień temu. Kubek na parapecie miał w środku okrąg po kawie, którego nie zdążyłam umyć. Zeszyt leżał otwarty na zdaniu urwanym w pół słowa.

Urlop nie zrobił z pokoju innego pokoju. Zrobił z moich własnych śladów coś, na co patrzę jak na cudze.

Co ruszyłam, zanim usiadłam

Umyłam kubek. Zamknęłam zeszyt, bez dopisywania końca zdania, bo końca nie pamiętałam, a dopisany byłby zmyślony. Krzesło dosunęłam. To trzy gesty i dopiero potem włączyłam komputer. Skrzynka była pełna w zwykły sposób. Nie opiszę jej, bo nic w niej nie było o tym pokoju.

Dziwniejsza była godzina. Budzik, przestawiony wcześniej na 6:40, w czasie wyjazdu stał wyłączony. W poniedziałek włączyłam go z powrotem na tę samą godzinę i wstałam, jakby tygodnia nie było. O tej zmianie jest pierwszy numer, dwadzieścia minut wcześniej. Po urlopie te dwadzieścia minut zjadło rozpakowanie torby, nie kawę. Torba stała na krześle, czyli dokładnie tam, gdzie miała stać ta od pracy. Zamieniłam je miejscami i dzień mógł się zacząć.

Czego nie robię w pierwszy poniedziałek

Nie układam nowego systemu. Nie wyrzucam rzeczy "które mnie nie służą". Otwieram to, co zostało otwarte, i zamykam tylko to, co zaszło w środku, jak zeszyt. Reszta urlopu, pranie z walizki, może poczekać do wieczora. Biurko ma wrócić do stanu, w którym poznaję własne bałagany. Cudze, nawet jeśli są moje sprzed tygodnia, przeszkadzają bardziej.

Walizka do wieczora

Walizka stała w przedpokoju do ósmej. Buty z niej wyniosłam na wycieraczkę, reszta poczekała. Gdybym rozpakowała ją przed biurkiem, poniedziałek poszedłby na pranie i na szukanie ładowarki, która i tak była w bocznej kieszeni. Zostawienie walizki było decyzją o kolejności, nie o lenistwie. Wieczorem pranie z wyjazdu poszło osobno, nie z koszulkami z trzydziestu stopni, bo piach z butów nie ma czego szukać w tym bębnie. Biurko o tej godzinie było już z powrotem moje: kubek umyty, zeszyt zamknięty, krzesło dosunięte.